Walczymy teraz obaj, ja i mój mały synek - deklaruje Krzysztof Wiłkomirski, były medalista MŚ i ME w judo. - On o to, żeby być zdrowym chłopcem, takim jak jego rówieśnicy. A ja o to, żeby dla niego zdobyć medal w Pekinie.
Niespełna 8-miesięczny Franek Wiłkomirski urodził się z jedną komorą serca i licznymi wadami układu krążenia. Przeszedł dwie operacje, przeżył niedotlenienie mózgu, przeleżał kilka miesięcy pod respiratorem.
- Moja żona, specjalistka rehabilitacji, zajmuje się teraz wyłącznie rehabilitacją syna, nieraz przez całą dobę - mówi wdzięczny judoka. - Ja natomiast trenuję, skoro od kilkunastu lat moim marzeniem jest olimpijski medal. Przed końcem roku, po zwycięstwie w Superpucharze Świata w Rotterdamie, więcej płakałem, niż trenowałem, będąc ciągle myślami przy Franku. Ale od dwóch miesięcy udało mi się w pełni pozbierać i czuję, że znów się kręci. Może uda mi się to pokazać już za kilka dni w mistrzostwach Europy w Lizbonie.
Kolejna operacja małego Franciszka odbędzie się w Monachium, gdzie jego ojciec w roku 2001 zdobył swój jedyny dotąd medal mistrzostw świata w wadze 73 kg.
- Chcę wierzyć, że i dla niego to miasto okaże się szczęśliwe - mówi "Wiłek" i wraz z żoną prosi o pomoc dla syna: - Pomóżcie nam go uratować!
Osoby pragnące wesprzeć państwa Wiłkomirskich i Franka odsyłamy do Internetu: www.franekwilkomirski.pl.
Więcej w "Super Expressie"